Aktualizacja  marzec  2011   Kontakt z nami:  chutorgorajec@onet.eu
Program
Nowości
Bilety
Atrakcje
Historia
Kontakt
Patroni medialni
Jak dojechać
Strona główna



KSIĘGA GOŚCI


 




 
 

Jak naprawdę wyglądało Folkowisko

        Dane które znalazłem mówią, że w Gorajcu mieszka 140 osób. Ja w to szczerze wątpię. Wystarczy spacer po wsi lub niedzielna wizyta na mszy, żeby się przekonać że mieszka tu już zaledwie kilka i to głównie starszych osób.

W lipcu jednak Gorajec ożył, a liczba jego mieszkańców wzrosła dziesięciokrotnie. Znów na wsi obok języka polskiego zabrzmiały inne języki, nawet takie, których nikt by się tu nie spodziewał, bo to ponoć “kuniec świata i przed Gorajcem nawet wrony zawracajo”!

    Na szczęście my w tym roku nie zawróciliśmy i pomimo niełatwej drogi dotarliśmy do Chutoru Gorajec.

Piątek

      Festiwal rozpoczęło się w piątek 15 lipca w momencie przybycia pierwszego gościa – którym okazał się pan Wiesław – „Drwalik”, a potem już wszystko nabrało niesamowitego tempa. Pole namiotowe zaczęło się zaludniać, a na mapie, na której przybysze zaznaczali skąd przyjechali, zrobiło się ciasno. Zjawili się tu przedstawiciele Gniezna, Gdańska, Poznania, Wrocławia i ,oczywiście, “Stolycy”, zbłądzili do Chutoru nawet goście z odległych krajów: Anglii, Hiszpanii, Francji i Estonii. Nie zabrakło także barwnych postaci zza wschodniej granicy.

      Czas w Gorajcu mierzy się inaczej, więc impreza zamiast o umówionej godzinie zaczęła się wraz z zapadnięciem zmroku. Na Małej Scenie pojawili się opowiadacze. W tematykę Roztocza wprowadził nas Marek Wiśniewski, a duet sceniczny Dziadek Olek & Yury Tsymbał dodał kolorytu imprezie. Szczególnie dziadkowe opowieści ożywiły publiczność, a my dzięki nim odkryliśmy 79-letnią gwiazdę estrady! Talent przekazywany jest ponoć w co drugim pokoleniu, co udowodnił Olkowy wnuk Mateusz, który z rubaszną opowieścią Mirka Nahacza pod tytułem “Bombel”, dorównał dziadkowi. Ta opowieść sprowokowała również do występu na Małej Scenie patrona Wieczoru Opowiadaczy, ukrywającego się dotychczas w tłumie publiczności – Andrzeja Stasiuka, który przy winku poopowiadał nam trochę o prawdziwym Bomblu, pierwowzorze tego książkowego. Poznaliśmy też kilka nieocenzurowanych przygód pana Andrzeja z wypraw na wschód.

     A gdy zapadła już noc i wszyscy przestali się krępować, wystąpiła lokalna gwiazda sceny muzycznej - Salsa. Gorącą atmosferę imprezy ochładzała jedynie pogoda, a grozy całej sytuacji dodawały otaczające Gorajec burze. Matka natura jednak oszczędziła Folkowisko, nie powywracała huraganowym wiatrem namiotów, gradem nie porozbijała szyb, wyszumiała się w okolicznych przysiółkach i pobliskich lasach, zapewniając jednak niesamowitą oprawę nocnej biesiadzie, w spektaklu przyrody brakowało już chyba tylko piorunów kulistych.

     Determinacja gości i zespołu była niesamowita, pomimo gromów i błyskawic impreza trwała na całego, pary tańczyły, ludzie śpiewali, a pioronujący występ Salsy na długie lata zapisał się w naszej pamięci.

Aklimatyzacja trwała do późnych godzin nocnych, a może lepiej powiedzieć wczesnych porannych! Dlatego też na pierwszy z przygotowanych rajdów “Powitanie słońca” wstali jedynie Marcin, Andrzej S. i Zbyszek. Cóż może za rok powitamy słońce w liczniejszej grupie. Dla słońca najwyraźniej nie liczy się ilość witających, ale ich jakość, która to zagwarantowała doskonałą pogodę na kolejne dni Folkowiska.

Sobota

     Wreszcie śniadanie – co ciekawe, w cenie karnetu. Ale co się dziwić jeśli w Gorajcu nie ma nawet sklepu, jeśli nie liczyć raz dziennie zjawiającego się samochodu piekarni przez tubylców zwanego “Słoneczko”.

Kto nabrał sił, ten o 10tej ruszył na wyprawy, rajdy i spacery. A kto zbyt pobalował w piątek zajął miejsce przy ''ratuszu''- tak Kostek pieszczotliwie nazwał Jurka „bo jak ratusz zawsze jest w tym samym miejscu”i uczestniczył w specyficznym rajdzie ekstremalnym – do lodówki!

     Co się działo na Rajdzie Samochodowym i na spacerze po Gorajcu nazwanym “Gorajec Tour” musicie się dowiedzieć z innych relacji, bo ja pomimo gróźb i próśb organizatorów wraz z innymi 50cioma odważnymi udałem się na Rajd Ekstremalny rzeczką Łówczanką. Wielu weteranów poprzednich Folkowisk sugerowało, że tegoroczna edycja rajdu to bułka z masłem w porównaniu z poprzednimi laty, bo nie było zdradzieckich kołków. Były za to: stawidła, wodospady, głębie, szuwary i zwalone pnie drzew tarasujące drogę. Potem błota i mokradła, a na nich kości rozszarpanego przez watachę wików jelenia i punkt kulminacyjny ekspedycji– leśne schrony oddziałów UPA. Nad wszystkim bacznym okiem czuwał najlepszy znawca okolicznych lasów pan Zbyszek vel Zielarz, znający tu chyba każdy kąt i każdą roślinkę. Wprowadzał on nas nieraz na grzyby jak na prawdziwe pole minowe.

W odstępach leśnych zaskoczyło nas spotkanie z samotnym uczestnikiem innej wyprawy - Gorajec Tour, który odłączy się od swojej grupy i  raźnym krokiem zmierzał lasami w kierunku Ukrainy.

      Po powrocie w Chutorze czekała na nas prawdziwa uczta: pierogi, bigos, grochówka i chleb ze smalcem, przygotowane przez gospodarzy i najprawdziwsze Koło Gospodyń Wiejskich. To ciekawe, że takie organizacje ciągle istnieją i prężnie działają. Zastanawia mnie czy istnieją “Koła Gospodyń Miejskich”?

Po przerwie objadowej czekały na nas kolejne atrakcje. Do wyboru: kajaki na Tanwii lub wyprawa wozami konnymi do Cieszanowa i na kąpielisko.

Gdy już przyszła pora rozpoczęcia Nocy Folkowej okazało się, że połowy uczestników brakuje.

-         Ale kogo?

-         Kajakarzy!

Przecież się nie potopili, bo woda w Tanwi po kolana, więc co się stało?

Telefonów nie odbierają, żadne z 13 aut nie wróciło do bazy. Czy to pechowa 13? Odpowiedz jest prosta, pechowe było zamknięcie kluczy i cenniejszych rzeczy w słoiku, który wieziony był przez ostatni w kawalkadzie kajak. Przyszło więc trochę na nie poczekać ;)

Folkowisko to chyba jedyny festiwal, na którym program układany jest na bieżąco. Gdy goście zdobywali Roztocze, do gospodarzy zgłosiła się pani Zoja i zaproponowała swój występ. Widać do odważnych świat należy i już po kilku minutach artystka występowała na scenie. I chyba nikt nie pożałował tej decyzji ponieważ pani Zoja zachwyciła swoim występem i bardzo delikatnym, melodyjnym głosem.

     A potem były Żmije i całkowity szał na i pod sceną, skakał każdy kto zachował choć odrobinę sił. Prym w tańcu wiedli najstarsi mieszkańcy Gorajca. Widać, że odżyły z tego powodu stare animozje i mieszkańcy PGR-u „popstrykali” się ze wsią. Ale co to za wiejska zabawa bez bójki i to bójki w wykonaniu 60 latków!

Po Żmijach zagrała dyskoteka, na której na żądanie publiczności, folkowe hity w wykonaniu Mandr czy Horpyny ustąpiły miejsca folklorowi współczesnemu w wykonaniu Boysów czy Mr Presidenta. Impreza skończyła się jednak klasycznie – polonezem  w wykonaniu tych, którzy pomimo późnej pory ciągle trzymali się na nogach. A potem jak to zwykle nad ranem w Gorajcu bywa, nadciągnęły mgły, które skrzętnie ukryły pozostałe wydarzenia niezapomnianej Folkowej Nocy.

Jedni spali w namiotach, inni wokół ognisk, były też ponoć próby spania w rowie ;)

Niedziela

    Poranek jest jednak szczęściem nielicznych i tylko nieliczni byli w stanie wstać na poranną mszę. Frekwencja była już znacznie lepsza na porannych wyprawach, które to o 9 rano wyruszyły w teren. Rowerzyści podążyli w stronę Brusna, kolejna grupa ruszyła na kajaki. A my na spacer bocznymi gorajeckimi drogami. Za przewodnika służyły nam wspomnienia rodzinne opowiadane przez Andrija Fila, którego babcia mieszkała przed laty w Gorajcu. Razem dotarliśmy do leśnego cmentarza z 1940 roku, oraz figury św. Nepomucena, ukrytej przy dawnym wiejskim dukcie.

W tym czasie rozpoczęły się już Dni Otwarte Cerkwi, a w ich ramach jarmark z kilkoma straganami, z których najbardziej moją uwagę zwrócił ten ze strojami ludowymi.

    Punktem kulminacyjnym niedzieli był pokaz filmu „Ostatnia podróż do domu” i klimatyczny koncert dumek ukraińskich w wykonaniu Eweliny i Ani.

    I tak oto zakończyła się oficjalna część imprezy. Większość z nas rozjechała się do domów. Ci jednak którzy postanowili pozostać w Chutorze prześpiewali i przetańczyli kolejną noc. A planowane nocne kino pod chmurką na, który tak czekaliśmy odbędzie się pewnie dopiero za rok, bo kto by przerywał dziewczynom tańce na stołach i oglądał jakieś tam filmy ;)

Epilog

   W poniedziałkowy poranek  Gorajec opuszczali już ostatni goście, a między nimi i uczestnicy 35 Rajdu Karpaty, który to po raz pierwszy w swojej historii zagościł na tych ziemiach. I nam ciężko było rozstawać się z Chutorem, ale praca wzywa. Wrócimy tu jednak i to prędzej niż się właścicielom zdaje, bo pokochaliśmy to miejsce, a i wreszcie jest tu gdzie przenocować bo Chutor oddał do naszej dyspozycji swoje pole namiotowe. Niestety nie będziemy pierwszymi jego gośćmi ponieważ ubiegli nas w tym rowerzyści z Tarnowa, którzy tuż po Folkowisku przybyli do Gorajca z własnym namiotem w poszukiwaniu ciszy i spokoju, która nastała tu po szumnym i ludnym Folkowisku. W sierpniu wybieramy się więc do Gorajca, żeby być jednymi z pierwszych gości Ośrodka Wczasowego Chutor Gorajec i pomóc gospodarzom w jego promocji.


www.roztocze-gorajec.com
 
© 2006 Mirosław Piotrowski 
Template Designed By JSB Web Templates

transparent